image__02
Blog

O nas w mediach II.

– Niektórzy podróżnicy mówią: „nie szczepiłem się i nie zachorowałem”. Ale to jest tak, jak z ubezpieczeniami. Można nie ubezpieczać się przez lata, a niespodziewanie przyjdzie powódź i zniszczy dorobek życia – mówi lekarz Kordian Waroński, który w Skrzyszowie i Radlinie prowadzi poradnie medycyny podróży „Ovikor”.

 

Nawet z wakacji w popularnych kurortach można wrócić z poważną chorobą

 

Nowiny Wodzisławskie: Gdzieś przeczytałam, że podczas podróży aż 60-70 proc. osób ma jakieś dolegliwości. Najczęściej są one krótkotrwałe i niezbyt poważne, ale u 5 proc. podróżujących objawy są na tyle groźne, że wymagają pomocy lekarza.

Kordian Waroński, lekarz: To prawda. Jeśli chodzi o występowanie jakichkolwiek dolegliwości związanych z podróżowaniem, to – w zależności od badań i statystyk – dotyczą one od kilkudziesięciu do nawet 90 proc. osób. Podróżnicy są narażeni na różnorakie zagrożenia zdrowotne. Do tego zmiana stref czasowych, klimatu, wilgotności powietrza, odmienna kuchnia, zmęczenie czy brak snu mogą wpłynąć na nasz stan zdrowia i samopoczucie. W części przypadków kończy się pobytem w szpitalu albo powikłaniami, chociażby w postaci przewlekłych zaburzeń żołądkowo-jelitowych. Dlatego też uzyskanie fachowej porady przed podróżą pozwoli zredukować wpływ niekorzystnych dla naszego organizmu czynników oraz w pełni cieszyć się każdym dniem.

 

Czym właściwie jest medycyna podróży?

Jest nową i multidyscypinarną dziedziną, która powstała w związku z tym, że na świecie nastąpił lawinowy wzrost częstotliwości podróżowania. W Polsce coraz więcej osób zgłasza się do poradni medycyny podróży, natomiast znacznie odstajemy jeszcze od Zachodu, gdzie kultura podróżowania jest znacznie dłuższa. Tam praktycznie co drugi podróżujący udaje się do takiej poradni.

 

Przed każdą podróżą warto przyjść do lekarza-specjalisty i skonsultować się?

Właściwie tak. Wiele osób uważa, że tylko w przypadku podróży do krajów tropikalnych warto zasięgnąć porady. Tymczasem duża część tzw. chorób brudnych rąk, czyli chorób układu pokarmowego przenoszonych przez wirusy i bakterie, dotyczy kierunków najchętniej odwiedzanych przez polskich podróżników: Turcji, Bułgarii, Rumunii czy Egiptu. Częściej można wrócić z durem brzusznym z wymienionych krajów, niż z krajów tropikalnych.

 

Jakie choroby są najbardziej groźne dla podróżujących?

Do najgroźniejszych należą żółta gorączka, malaria i denga. Ale czasami nawet z pozoru błaha choroba może zakończyć się tragicznie. Niezwykle ważne jest, by w przypadku podróży do kraju, gdzie jest zagrożenie np. żółtą gorączką, zaszczepić się. Szczepionki dzielą się na obowiązkowe i zalecane. Szczepionki obowiązkowe mają związek z sytuacją epidemiologiczną w kraju. Są po to, by nie dopuścić do epidemii. Niestety podróżnicy często mówią, że świadomie rezygnują ze szczepionek zalecanych. To błąd, ponieważ zabezpieczają ona przed groźnymi chorobami, które najczęściej występują w danym kraju.

 

Czyli rezygnacja ze szczepień zalecanych oznacza duże ryzyko?

Śmiało można tak powiedzieć. Oczywiście są podróżnicy, którzy mówią: „nie szczepiłem się i nie zachorowałem”. Ale to jest tak, jak z ubezpieczeniami. Można nie ubezpieczać się przez lata, a niespodziewanie przyjdzie powódź i zniszczy dorobek życia. Jak pokazują badania przeprowadzane wśród osób podróżujących, które zachorowały, u ponad 3/4 przyczyna była do uniknięcia. Medecyna podróży polega na tym, by zminimalizować ryzyko. Oczywiście wiele zależy od typu podróży, doświadczenia podróżnika i jego stanu zdrowia. Inaczej przygotujemy osobę, która wylatuje na konferencję do Rio de Janeiro, a inaczej kogoś, kto odwiedza plemię Yi w Azji. Inaczej przygotowujemy też podróżujących z astmą, rozrusznikami serca, lękami, cukrzycą czy alergiami.

 

Szczepionki są jednym z filarów medycyny podróży. Jakie szczepienia dostępne są w przychodniach w Skrzyszowie i Radlinie?

Kompletny zakres szczepień. Co istotne, szczepionki przechowujemy w specjalnych „lodówkach” z rejestratorami, które stale monitorują temperaturę. Gdyby tylko na chwile zabrakło prądu, to system sms-owy powiadamia mnie oraz pracowników. Natychmiast przenosimy szczepionki w bezpieczne miejsce. To bardzo ważne, ponieważ szczepionki przechowywane w niewłaściwej temperaturze przestają być skuteczne.

 

Co jeszcze znajduje się w ofercie dla podróżujących?

Przekazujemy podróżującym profilaktyczne zalecenia przedwyjazdowe. Doradzamy też wybór repelentów, czyli środków odstraszających na przykład komary, środków ochrony skóry, ust, włosów. Wszystko jest przetestowane przez nas w najtrudniejszych warunkach. Poza tym wydajemy wymagane w niektórych krajach zaświadczenia mówiące o tym, na co pacjent choruje, jakie leki przyjmuje, czy musi je mieć przy sobie na pokładzie samolotu. W czasach zagrożenia terroryzmem to szczególnie ważne. Zaświadczenia wydajemy w językach: angielskim, hiszpańskim i tajskim.

 

Połączył pan pracę z pasją. Jest pan lekarzem i podróżnikiem w jednej osobie. Co było pierwsze?

Byłem lekarzem, który pracował zbyt dużo. Stwierdziłem, że muszę w życiu coś zmienić. Zacząłem podróżować. Pierwsza była Azja południowo-wschodnia. Miłość do tego kawałka świata pozostała we mnie do dziś. Poza tym uwielbiam fotografować ludzi, a tam mieszkańcy są bardzo przyjaźni. Przez ostatnie lata zajmowałem się projektem „Praca ludzi w wypalarniach cegieł”. Byłem w cegielniach Birmy, Bangladeszu, Nepalu, Kambodży, Wietnamu i Chin. Wiele tygodni spędziłem z ciężko pracującymi ludźmi, w tym z dziećmi, niejednokrotnie wyzyskiwanymi.

 

Pozwalali się fotografować?

Na początku była nieufność. W cegielni w Birmie ludzie byli w szoku, że biali przyszli zobaczyć ich pracę. Na początku bali się, gdy tylko chciałem przywitać się z małym dzieckiem. Sądzili, że pojawił się obcy, który chce zabrać ich dzieci. To było straszne. Ale po czasie zaczęli się przekonywać. Najpierw były uśmiechy dzieci. Wreszcie dorośli zaufali nam, brali nas za ręce i pokazywali miejsca, które jeszcze możemy fotografować. Zaprzyjaźniliśmy się.

 

Jakie miejsca na świecie pan odwiedził?

Od Meksyku po Amazonię. Uwielbiam też północ Europy, głównie Islandię. Najbliżej mi jednak do azjatyckiej gościnności. Proszę sobie wyobrazić wioskę w Syczuanie zamieszkiwaną przez plemię Yi, gdzie nigdy nie było białego Europejczyka. Ci ludzie, gdy nas zobaczyli, byli tak zaskoczeni, że zwołali wszystkich mieszkańców i zaprosili do wnętrza jednej z chat. Na palenisku gotowały się jakieś „zupki”. Zaczęli je nalewać do kubków i częstować. Później w misce dostaliśmy jakiś proszek. Miałem obawy przed spróbowaniem go, ale miejscowy przewodnik przekonał mnie, że to zmielone ziarno, bardzo odżywcze. Ugościli nas wszystkim, co mieli. Płakali, gdy opuszczaliśmy wioskę. Na drogę obdarowali nas orzechami i owocami. Niesamowite jest to, że mimo biedy potrafią się dzielić i tak ważny jest dla nich kontakt z drugim człowiekiem. W Europie to się zatraca.

 

Internet jest dobrym źródłem wiedzy o bezpiecznym podróżowaniu?

Pomimo, iż w sieci znajdziemy mnóstwo informacji na temat podróży, to nic nie zastąpi bezpośredniej rozmowy z lekarzem. Niektóre informacje przedstawione w internecie są nieaktualne. Sytuacja epidemiologiczna zmienia się. Odporność na dany lek przeciwmalaryczny może być inna w różnych regionach jednego kraju. Trzeba nad tym na bieżąco czuwać.

 

Jak uchronić się przed malarią?

W świecie jest ponad 100 krajów, w których jest zagrożenie malarią. Nie ma na nią skutecznej szczepionki. Dlatego bardzo ważna jest profilaktyka przeciwmalaryczna. Po pierwsze – strzec się przed komarami, czyli stosować repelenty, zakładać moskitiery, ubrania z długimi rękawami czy wietrzyć pomieszczenia. Po drugie – stosować odpowiednio dobrane przez lekarza leki w zakresu profilaktyki antymalarycznej.

 

Chorował pan w związku z podróżami?

Zdarzyło mi się przejść dengę. Zaraziłem się w dużym kurorcie w Tajlandii. Raz, jeden raz zapomniałem o posmarowaniu ciała i poszedłem na kolację nad rzeką. W efekcie pogryzły mnie komary i zachorowałem. Na szczęście obyło się bez powikłań. Tej sytuacji można było uniknąć.

 

A co z bezpiecznym odżywianiem się w czasie podróży?

Podstawą jest jedzenie tego, co można sparzyć, ugotować, obrać. Nic surowego. Pijemy tylko wodę w butelkach. Nie prośmy o kostki lodu. W wielu krajach widziałem, jak bryły lodu transportowane są na rowerowych bagażnikach, a później cięte w kostki w mało higienicznych warunkach.

 

Rozmawiała: Magdalena Kulok

 

Powyższy artykuł można znaleźć na stronach nowiny.pl

 

 



» Zdjęcia naszych klientów